sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 4

 Gdy Evelyn przekroczyła próg domu, była wykończona psychicznie. Mimo tego, że nie rozmawiała zbyt długo z Nikolasem, to jednak jego krótkie słowa ją zabolały. Czuła do niego wielką nienawiść za to, co zrobił, a on jeszcze miał czelność zapraszać ją na kolację i próbować zmienić jej nastawienie...
 Kobieta położyła siatki z zakupami na stole w kuchni i głośno oznajmiła, że już wróciła. Podczas gdy wypakowywała zakupy z jednorazówek, do pomieszczenia weszła Claudia.
  – Jak Rose? – zapytała blondynka. – Była grzeczna?
  – Jak zawsze, to kochane dziecko – opiekunka pochwaliła małą. – Miała pani być dwie godziny prędzej.
  – Tak bardzo cię przepraszam, ale spotkanie w pracy mi się przedłużyło i nie miałam jak się wcześniej urwać, a poza tym chciałam to skończyć od razu i mieć z głowy całe zlecenie – starsza z kobiet szybko się wytłumaczyła. – Wiem, że masz dużo nauki, ale obiecuję ci, że jak wszystko dobrze pójdzie i w firmie zacznie się bardziej układać, to będziesz miała więcej wolnego.
  – Nic się nie stało, mam jeszcze trochę czasu – pocieszyła ją Claudia. – Mam małe pytanie, mogłabym dostać zaliczkę?
  – Oczywiście, że tak – Evelyn wręczyła dziewczynie kilka banknotów. – Randka?
 Claudia w odpowiedzi tylko się zarumieniła, co mogło oznaczać tylko jedno. Blondynka od razu złapała ją za rękę i pociągnęła w stronę swojej garderoby.
  – Chyba mam coś dla ciebie!
 Od razu obie pobiegły do odpowiedniego pomieszczenia. Bardzo szybko znalazły w niej to, czego szukały – piękną, delikatną, zieloną sukienkę z czarnymi motywami, a do tego czarne szpilki, kopertówkę oraz kurtkę. Dziewczynie bardzo się to spodobało, nie wiedziała nawet, jak ma dziękować za ubranie.
 Ev tylko się uśmiechnęła, po czym zapewniła, że nie ma nawet o czym mówić, po czym wygoniła swoją pracownicę z domu słowami:
  – Leć już, leć, bo jeszcze się spóźnisz.
 Sukienka była noszona tylko jeden, jedyny raz – kilka dni przed tym felernym dniem, którego kobieta tak bardzo nienawidziła. Był to prezent od Nikolasa, który ubrał krawat w tym samym kolorze, a następnie udali się na bankiet. Przeżywali wtedy ostatnie szczęśliwe chwile, chociaż jeszcze o tym nie wiedzieli.
 Kobieta wiele by dała, aby cofnąć się do przeszłości, chociaż na jedną, jedyną godzinę. Czuła w środku, że nadal go kocha, chociaż za to, co zrobił, równie mocno go nienawidziła. Tak bardzo pragnęła go przytulić, a jeszcze bardziej dać mu w twarz. Gdy zamykała oczy, wciąż widziała jego uśmiechniętą buzię, cudowne oczy oraz czuła smak jego warg na swoich. Oczami wyobraźni widziała jednak także to, jak zakłamanym oszustem był i jak musiał się starać, żeby udawać wielką miłość do niej. Było w niej tyle mieszanych uczuć.
 Evelyn z jednej strony nie chciała o nim myśleć, odganiała wszystkie wspomnienia związane z nim, starała się skupić na czymś innym. Z drugiej strony jednak wciąż powracała do tych dobrych oraz złych chwil, do tych wzlotów i upadków, a także do ich nieszczęśliwego końca.
 Zachowała tylko jedno jego zdjęcie – trzymała je pod stertą pończoch, skarpetek, kłębków wełny w pudełku po butach na dnie szafy wypełnionej ubraniami. Gdy nadszedł wieczór, a jej córka poszła spać, kobieta nie mogła się powstrzymać. Wyciągnęła butelkę wina i, opróżniwszy połowę, włączyła swoją ulubioną, nastrojową muzykę. Po chwili nie mogła się powstrzymać i zajrzała w głąb szafy.
 Widząc piękną fotografię świetnej jakości, na której znajdowała się z pozoru idealna para złączona w namiętnym uścisku i pocałunku, łza zakręciła jej się w oku. Przypomniała sobie sytuację, w jakiej zostało zrobione to zdjęcie – Nikolas wyciągnął ją z łóżka o piątej nad ranem, ponieważ stwierdził, że wschód słońca był naprawdę cudowny. Wziął ją na ręce i biegł tak długo, aż nie dotarł na największy most. Tam zaczepił przechodnia prosząc o zdjęcie.
 Przypomniała sobie także okoliczności ich poznania. Pamiętała siebie – zagubioną nastolatkę, eksperymentującą z alkoholem, wypartą przez rodzinę, z problemami, przejściami i sekretami. Przypomniała sobie także jego – zagubionego nastolatka, eksperymentującego z alkoholem i narkotykami, mającego problemy, po przejściach i z sekretami.
 Był starszy od niej, a w dodatku poznali się na jakiejś imprezie i zakochali w sobie na zabój. On bardzo szybko się ogarnął, po czym założył własną firmę i dorobił się dużych pieniędzy. Ona także coraz lepiej radziła sobie w życiu.
 Nikolas także wracał myślami do tamtego okresu. Przed nim jednak nie stała butelka wina, a Jacka Danielsa. On sam był pijany jak niejeden alkoholik. Nie płakał, ale był wściekły na samego siebie, że nie dopilnował jej. Pluł sobie w brodę i obwiniał samego siebie – może to była jego wina? Może to przez niego stała się taka? Może był nie wystarczający? Sam nie wiedział już co miał myśleć. Obiecał sobie jednak, że nigdy jej nie odpuści. Że zemsta będzie tak słodka, jak tylko jest to możliwe, nawet jeśli on zostanie równie mocno skrzywdzony, co ona.

 Ev otworzyła oczy, a w jej umyśle pojawiło się tylko jedno zdanie "dlaczego jest tak jasno?!". Spojrzała na zegarek i z przerażeniem stwierdziła, że wybiła godzina trzynasta. Kobieta cicho zaklęła, a następnie szybko zerwała się z łóżka i wybiegła z pokoju, biorąc po drodze kilka ubrań. Idąc przez salon spojrzała na swoją małą córkę leżącą na brzuchu na wielkim, puchatym dywanie.
– Dlaczego mnie nie obudziłaś? – zapytała z wyrzutem.
– Bo jest weekend, więc możesz dłużej pospać – Rose podniosła wzrok znad rysunku. – Wyłączyłam twój budzik.
– Fajnie, że mam dzisiaj do zrobienia projekt, który miałam skończyć wczoraj – mruknęła, po czym wpadła do łazienki i szybko się przebrała.
Związała włosy w kucyk, a następnie popędziła do kuchni po kawę. Z nią zaś prosto do swojej pracowni, w której miała porozkładane projekty różnych pomieszczeń.
 Kobieta ze smutkiem stwierdziła, że dopiero zaczęła szkice, już nie mówiąc o skończeniu wszystkiego. Otworzyła laptopa oraz wyciągnęła odpowiednią teczkę z wytycznymi dotyczącymi całej roboty. W pierwszej kolejności zajęła się najważniejszym, a zarazem najbardziej nieoczekiwanym przez nią klientem – Nikolasem Mayerem.
– Mamo! – zawołała dziewczynka. – Pójdziemy później na lody?
– Już zaraz, tylko skończę to... – Evelin machnęła kilka kresek, a rysunek przedstawiał pokój z okropnym wystrojem. Wściekła potargała kartkę i wyrzuciła ją do kosza. – Nie dam rady – westchnęła. To zlecenie ją przerosło. Chociaż, może to była wina zleceniodawcy?
 Chwyciła za telefon i wybrała numer do swojej przyjaciółki.
 – Evelyn? – usłyszała zdziwiony głos kobiety.
 – Poddaję się – wyznała. – Nie dam rady z tym czymś. Nikolas to dupek, a ten jego apartament to jakieś dno.
 Usłyszała głośny śmiech przyjaciółki w słuchawce.
– Ty nie dasz rady? Proszę cię! Jesteś naszą jedyną szansą, Ev. Wiesz, że mamy problemy w firmie...
 – Tak – przytaknęła. – Musimy się wypromować.
 – Właśnie. I to dzięki temu frajerowi to zrobimy. Widziałam to zlecenie. Jest mega pole do popisu i to właśnie ty się tym zajmiesz.
 – Ech... – westchnęła. – Ale ja nie chcę...
 – Wyślę Petera, żeby zrobił zdjęcia. Masz pomiary?
– Mam już wszystko, ale możesz go wysłać, żeby zaniósł mu moje portfolio? Może to ułatwi mi projektowanie?
 – Już się robi, szefowo! A teraz zrób sobie wolne. Odpocznij i naładuj baterię! Widzimy się w poniedziałek w firmie – rozłączyła się.
 Evelyn odłożyła telefon na szafkę i głośno westchnęła. Czekało ją dużo roboty, zwłaszcza, że pan Mayer był bardzo wymagającym klientem.
 – Rose! Jesteś już gotowa? – zapytała.
 – Będę czekać w samochodzie! – odkrzyknęła dziewczynka, a następnie usłyszała, jak drzwi głośno trzasnęły.
 Dzisiaj nie będę o nim myśleć – postanowiła.




Hej ho, misiaczki <3
No to tak... Wiem, że długo niczego nie było... ale nareszcie już jest :*
Kilka ogłoszeń parafialnych:
Po wielogodzinnych rozmowach z Katariną doszłyśmy do wniosku, że sama zajmę się tym blogiem. Niestety, ona nie czuje się zbyt dobrze w takiej tematyce :<
No to zostałam sama...
Rozdziały postaram się publikować max. co 2 tygodnie, zwłaszcza, że na głowie mam jeszcze kilka innych blogów, jak Ostatni taniec, Piekielny dar... i moje konto na Wattpadzie też woła o pomstę do nieba... Chyba trochę się przeliczyłam z tymi opowiadaniami. Ale, co? Ja nie dam rady? :D Zobaczymy czy to wypali, bo nie chcę żadnego zawieszać : <
Pozdrawiam!!!!
Seoanaa/Lonely S


poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 3


 Nikolas usiadł na skraju łóżka spoglądając na śpiącą dziewczynę. Fakt, sam nie był w najlepszym stanie, ale to zawsze Evelyn miała słabą głowę do picia. Zdawał sobie sprawę, że musiała dużo wypić, gdy po prostu usnęła na jego ramieniu. Pierwszym jego odruchem było objęcie jej tak, aby dziewczyna wygodnie się położyła. Jednak wtedy przypomniał sobie, że to właśnie ona go tak brutalnie zraniła. Złamała jego serce. 
 Ale tak przyjemnie było opiekowanie się i kochanie jej...
 Wstał i wyszedł z pokoju, gdy jego telefon znowu zadzwonił. Nie chciał, aby Ev się obudziła, ale miał już po dziurki dość jej przyjaciółki, która zawzięcie dzwoniła, aby z nią pogadać. 

 Dziewczyna otworzyła ociężałe powieki i od razu tego pożałowała. Światło przedostające się przez zasłony wywołało u niej niemiłosierny ból głowy, który był spowodowany dużą ilością alkoholu, wypitego poprzedniego dnia. 
 Jęknęła obracając się na drugą stronę i po raz kolejny przysięgła, że już nigdy więcej nie weźmie do ust wódki. Jak za każdym razem, gdy męczył ją kac.
 Dostrzegła butelkę wody i paczkę tabletek leżących na stoliku nocnym przy łóżku. Wzięła ją, popijając niezwykle słodką wodą. To przypomniało jej stare czasy, za którymi czasami tęskniła. 
 Na myśl o tym, przypomniały jej się wydarzenia z poprzedniego dnia. Spotkanie w pubie i ten obrzydliwy facet, który chciał się do niej dobrać. I pomoc Nikolasa...
 Wstała z łóżka zauważając, że jest ubrana w męską koszulkę. Uświadomiwszy sobie, że to jej były ją przebrał poczuła się jeszcze gorzej. Na krześle, stojącym niedaleko łóżka, leżały jej ubrania. Przebrała się w nie i po cichu wymknęła się z pokoju. 
 Mieszkanie, w którym się znalazła bardzo przypominało apartament, w którym razem pomieszkiwali w Berlinie. Tyle, że... wydawało się puste. Przez nikogo nie zamieszkane. 
 Usłyszała jakiś dźwięk dobiegający z kuchni, więc zawróciła. Nie miała ochoty spotkać się z nim. Gdy dotarła do drzwi wyjściowych przez chwilę męczyła się z klamką, a gdy wyszła na hol założyła szpilki i, jakby nigdy nic, wyszła z hotelu kierując się w stronę domu.

 - I co? Spotkałaś się z nim? - Dopytywała się Mary. 
 Młodsza z kobiet przewróciła oczami i spojrzała na przyjaciółkę.
 - Nie wierzę, że pozwoliłaś mi z nim jechać - jęknęła. 
 - Wybacz! - oburzyła się. - Nie wspomniałaś, że zamierzasz jechać z nim do domu, ani tego, że ma tak przystojnego brata...
 Evelyn spojrzała na kelnerkę, która przyniosła ich zamówienie. Obydwie zawsze uwielbiały chodzić do Greenbuch w porze lunchu. Zawsze serwowali ich ulubione sałatki, a do tego widok zza okna był przepiękny. 
 - Dziękuje - powiedziała, po czym zwróciła się do przyjaciółki. - To już nie ma znaczenia. Więcej się z nim nie spotkam - nabrała kolejny kawałek sałaty do ust, a jej przyjaciółka wydała z siebie dziwny jęk. 
 - Mary - powiedziała podejrzliwie. - Mów. 
 - No więc... Jego asystentka dzwoniła do nas i chciała umówić cię na kolejne spotkanie z nim...
 - Nie! - przerwała jej. - Nie będę się z nim spotykać! 
 - Ale Ev... On potrzebuje cię. I tylko ciebie chce. A jeśli spodobają mu się twoje plany, powiedział, że podpisze stałą współpracę z naszą firmą. Rozumiesz co to dla nas znaczy? Projektowalibyśmy pokoje hotelowe na całym świecie! 
 - Przykro mi, Mary, ale nie mogę się z nim spotkać. Sama słyszałaś co powiedział wtedy w pubie...
 - Evelyn - powiedziała surowo. - Jako twoja przyjaciółka popieram tą decyzję, ale jako współwłaścicielka radzę ci zgodzić się na tą propozycję. Mamy problemy finansowe i to zlecenie może nas uratować. Zresztą, musisz tylko zebrać pomiary pokoi, a resztę możesz zrobić komputerowo. Nawet nie będziesz musiała się z nim spotykać. 
 - Jesteś okrutna - wyznała przyjaciółka.
 Mary zaśmiała się.
 - Ale za to mnie kochasz. 
 - To kiedy mam się z nim spotkać? - starsza kobieta zrobiła minę niewiniątka. - Wiem, że już umówiłaś nas na kolejne spotkanie. Nie musisz udawać. 
 - O piętnastej. Dzisiaj - wstała i zebrała swoje rzeczy. - Pamiętaj, że mnie kochasz, przez co nie możesz mnie skrzywdzić.
 - Mary! -krzyknęła zdenerwowana. - Jak mogłaś? 
 - Nie denerwuj się tak. Im szybciej będziesz miała to za sobą tym lepiej dla wszystkich - ruszyła w stronę wyjścia. 
 - I tak nie uciekniesz przede mną! - zaśmiała się młodsza przyjaciółka. 
 - Pa! - pomachała jej na pożegnanie. 
 Evelyn pokręciła głową śmiejąc się pod nosem. Uwielbiała tą blond wariatkę, ale nieraz naprawdę działała jej na nerwy. I miała kolejny przykład. Spotkanie z Nikolasem? Gorzej chyba nie mogło być. 

 Mężczyzna spojrzał na swojego brata, który ponownie zagościł w jego biurze. Już od ponad pół godziny wysłuchiwał jego skarg co do swojego wczorajszego zachowania. Uśmiechnął się pod nosem, gdy ten ponownie obszedł kanapę, na której siedział. 
 - Czy ty w ogóle mnie słuchasz? Nikolas! - zagaił go. 
 - Daj sobie już spokój - westchnął. - I tak się z nią dzisiaj spotkam. Jej asystentka potwierdziła nasze spotkanie. 
 - Jesteś idiotą - warknął. - Najpierw wyzywasz ją od suk i łowczynię posagów, a teraz chcesz z nią odbyć normalne spotkanie? Chwila - zmierzył go podejrzliwym wzrokiem. - Ty coś kombinujesz, prawda? 
 - To raczej nie twoja sprawa - powiedział mężczyzna. 
 - Przestań pieprzyć głupoty, Nikolas. Zbyt dobrze cię znam, żebyś mógł cokolwiek przede mną ukryć. Chcesz się na niej zemścić? 
 - Jak już wcześniej powiedziałem : To nie twoja sprawa, braciszku.

 Dziewczyna wysiadła z taksówki, kierując się w stronę wielkiego budynku, którego adres podała jej sekretarka. Omiotła wzrokiem budowlę i otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia. Wielki apartamentowiec należał chyba do jednych z największych budynków w tym mieście.
 Weszła do środka i od razu zwróciła na siebie uwagę konsjerża.
 - Dzień dobry - przywitała się. - Ja do pana Meyera.
 - Chwileczkę - powiedział starszy mężczyzna, sprawdzając coś na komputerze. - Jest pani pewna, że to akurat dzisiaj? Pan Meyer nie uprzedził mnie o żadnych wizytach...
 - Przysłano mnie z firmy Monson...
 Mężczyzna zbył ją ruchem dłoni, jednocześnie przykładając sobie drugą z telefonem do ucha.
 - Dzień dobry, panie Meyer, tu Steve. Przyszła jakaś kobieta, która twierdzi, że jest z panem umówiona.
 Evelyn spojrzała na niego gniewnie. Ten mężczyzna niezbyt uprzejmie się do niej odnosił.
 - Nazwisko? - zwrócił się do niej.
 - Moon - kobieta przewróciła oczami.
 Konsjerż powtórzył jej nazwisko Nikolasowi. Zamienili jeszcze kilka słów ze sobą, po czym odłożył słuchawkę, wskazując wolną ręką windę.
 - Proszę wejść. Pan Meyer czeka na panią.
 Po paru minutach Evelyn znalazła się na górze. Stanęła przed wielkimi czarnymi drzwiami i wzięła kilka głębszych oddechów, po czym zadzwoniła dzwonkiem. Słysząc zbliżające się kroki na jej ciele pojawiła się gęsia skórka. Denerwowała się ponownym spotkaniem z nim. Nadal nie rozumiała dlaczego przystała na to spotkanie. Wprawdzie mieli problemy finansowe w firmie, ale miała nadzieje, że dadzą sobie z tym radę. Bez niczyjej pomocy.
 Drzwi otworzyły się, a w ich progu stanął dobrze znany jej mężczyzna.
 - Evelyn - powiedział miękkim głosem, jednocześnie uśmiechając się do niej.
 - Panie Meyer - westchnęła. - Miło pana znowu spotkać - kłamstwo to bez problemu wyszło jej z ust.
  Nikolas otworzył szerzej drzwi, aby wpuścić ją do środka.
 - Przestań, Ev. Nie możesz się na mnie przecież wiecznie gniewać. Zwłaszcza, że przez najbliższe kilka tygodni będziemy razem współpracować.
 - Przepraszam, pana - zwróciła się do niego mocno przesłodzonym głosem. - Niestety mam jeszcze dzisiaj parę spotkań, więc zależy mi na czasie. Chciałabym omówić już podstawowe sprawy. Czy chce pan zamówić tylko projekty, czy mam także zebrać ekipę?
 - Boże, Evelyn, daj sobie z tym spokój. Przepraszam za to co wczoraj powiedziałem. Byłem pijany. Nie jest to jakieś zajebiste wytłumaczenie, ale wiesz przecież, jak mi po alkoholu odbija...
 - Czy możemy zabrać się do pracy? - wyciągnęła ze swojej torby szkicownik i ołówek. - Nie ma pan nic przeciwko temu, abym obejrzała mieszkanie?
 - Mam, jeśli w końcu nie przestaniesz z tym "panem" - warknął.
 - Jestem w pracy - wyjaśniła spokojnie. - Obowiązują mnie zasady etyczne.
 - Jako twój pracodawca życzę sobie, abyś zwracała się do mnie po imieniu - ruszył w stronę kuchni, która była ubogo urządzona.
 Całe mieszkanie wyglądało tak, jakby nikt w nim nie mieszkał. Gołe ściany i podłogi sugerowały, iż kupił je zaraz po skończeniu budowli. Wszystkie prace kończeniowe wiązały się z umeblowaniem, dlatego też Nikolas nie chciał bezsensownie wydawać pieniądze, aby później wywalić te rzeczy, gdy projektantka zacznie swoją pracę. Wolał tymczasowo mieszkać w jednym ze swoich hoteli.
 - Dobrze, Nikolasie. Coś jeszcze? Czy mogę zabrać się za pomiary?
 - Herbaty? - zaproponował, na co dziewczyna przytaknęła i ruszyła w głąb mieszkania, tworząc jego ogólny zarys.
 Po niecałej godzinie na kartce widniał nieudolny schemat całego jego domu. Najbardziej spodobało jej się pomieszczenie, które było rozjaśnione naturalnym światłem. Uwielbiała, gdy pokoje były jasne i przejrzyste. Wtedy miała idealne pole do popisu.
 Jedna łazienka znajdowała się na dole, zaś dwie na piętrze. Trzy pokoje, które z chęcią przerobiłaby na sypialnie i trzy kolejne. Widziała w nich gabinet, małą biblioteczkę i zastanawiała się nad siłownią, znając upodobania Nikolasa. W głowie miała już idealny pomysł, jak wykorzystać to mieszkanie.
 - I jak idą prace? - zagadał mężczyzna.
 - Dobrze - odparła ochrypłym głosem.
 Pracując była w pełni świadoma, że kręcił się niedaleko niej. Jednak zbytnio pochłonięta pracą, nie zwracała na niego uwagi.
 - A teraz chciałabym się dowiedzieć o twoich pomysłach - powiedziała. - Kolorystyka, wystrój...
 - Chyba nie muszę ci mówić, jak widzę to mieszkanie. Kiedyś sami planowaliśmy je.
 Na jego słowa Evelyn wzdrygnęła się. Jak mogła zapomnieć o tym? Czy przez to chciał ją jeszcze bardziej zranić?
 - Przepraszam, Ev - odezwał się. Dziewczyna spojrzała na niego i dostrzegła w jego oczach winę. Naprawdę wyglądał na skruszonego.
 - Nic nie szkodzi, Nik.
 Zadrżał, gdy usłyszał, jak wypowiada jego imię. Kiedyś mówiła je delikatnie, wręcz pieszczotliwie. Teraz krótko, jakby paliło ją w usta.
 - Chodziło mi o to, że kiedyś już planowaliśmy nasze wspólne mieszkanie i bardzo mi ono pasowało.
 - Więc mam wolną rękę? - przytaknął. - Do końca tygodnia podeślę ci projekty i swój cennik. Wątpię żebyś oglądał moje portfolio więc jutro ktoś ci je dostarczy. Może wpadnie ci coś w oko, co moglibyśmy tu użyć.
 - Evelyn, wiesz, że cena nie gra dla mnie żadnej roli, więc zależy mi tylko na projektach i czasie.
 - Jak już mówiłam, do końca tygodnia prześlę ci swoje propozycje. Jeśli ci się spodobają za dwa tygodnie wprowadzę ekipę, okey?
 - Zgoda - uśmiechnął się, przez co dziewczyna poczuła dziwny ucisk w brzuchu.
 Wstała i zebrała wszystkie papiery, które następnie wrzuciła do torby.
 - Rano podrzucę ci swoje portfolio do firmy - rzuciła, a następnie ruszyła w kierunku drzwi wyjściowych.
 - Evelyn! - zawołał za nią.
 Dziewczyna odwróciła się i dostrzegła stojącego obok niej Nikolasa. Zbliżył się do niej tak, jakby chciał ją dotknąć.
 - Chciałbym zaprosić cię na kolacje - powiedział ochrypłym głosem, który dobrze znała.
 - Nikolas, proszę, daj mi spokój - jęknęła cicho.
 - Jeden wieczór, Ev. Chciałbym cię przeprosić...
 Dziewczyna spojrzała na jego zielone oczy, które nieco przyciemniały. Tak jak i ją, ogarnęło go pożądanie. Jednak w takich sytuacjach to ona potrafiła racjonalnie myśleć.
 - Przykro mi, Nik - szepnęła. - Na przeprosiny jest już chyba za późno - zamknęła za sobą drzwi i ruszyła do windy.
 Gdy została w niej zamknięta, oparła się plecami o zimny metal, próbując jakoś pozbierać swoje myśli. Nikolas zawsze był jedną, wielką sprzecznością. Jego słowa kontrastowały z czynami. Tym razem także się nie zawiodła.
 Postanowiła zachować zimną krew, gdyż obawiała się, że w jego obecności może w końcu ulec jego urokowi. Jednak ciało, jak i serce poddały się. Pragnęła choć o drobinę tych szczęśliwych chwil, jakie wspólnie przeżyli...

wtorek, 6 stycznia 2015

Rozdział 2

 Evelyn stała chyba z pięć minut, zanim tak naprawdę dotarło do niej to, co się stało. Była tak samo zaskoczona, jak wściekła. Nie rozumiała, co się mogło stać. Ukrywała się przed nim tyle czasu, a on tak po prostu pojawił się w jej biurze. Była bardzo ciekawa, czy zrobił to celowo, czy cała sytuacja wydarzyła się przypadkowo. Z jednej strony nie potrafiła uwierzyć, że po tym całym chowaniu się i uciekaniu on znalazł ją przypadkowo, ale także nie wyobrażała sobie, że potrafił jej szukać...
 Wściekła dziewczyna złapała za telefon i wykręciła odpowiedni numer, chcąc wyjaśnić całą sytuację.
  – Dlaczego, do diabła, nie powiedziałaś mi, kto jest moim klientem?
  – Przecież mówiłam...  brunetka zaczęła się bronić.  Coś się stało?
 Projektantka nie mogła uwierzyć. Stała się rzecz, której bała się przez ostatnie pięć lat, a ta pracownica miała czelność pytać się jej, czy coś się stało?
  – Nie denerwuj mnie nawet. Gdybyś mi powiedziała, na pewno bym pamiętała!  uniosła się.
  – Ale ja mówiłam! Pani była bardzo zajęta i mnie nie słuchała, a to nie jest moja wina...  młodsza z kobiet tłumaczyła się.
  – Rozmawiasz z mamą?  z oddali było słychać dziecięcy głosik. – Ale z moją mamą? Powiedz jej, że ja już chcę do doooooomu... Nuuuuudzi mi się...
  – Przepraszam... Nie powinnam się unosić  matka zmieniła ton swojego głosu.  I ile razy mam ci powtarzać, że jestem Ev, a nie żadna pani. Powiedz małej, żeby do mnie przyszła. Aha, Maya? Zadzwoń jeszcze do sekretarki Pana Mayer'a i umów go na spotkanie z Mary.
   Panie Mayer, ma pan gościa w swoim gabinecie  głos z recepcji ostrzegł mężczyznę.
  – Nie życzę sobie żadnych spotkań! Czy ja, do jasnej cholery, nie wyraziłem się jasno mówiąc, żeby nikogo tam nie wpuszczać bez konsultacji ze mną?  brunet wyładował swoje emocje wiedząc, że pracowników należy trzymać krótko.  Za co ja wam płacę?!
 Nikolas udał się w stronę swojego biura zastanawiając się, komu się tak spieszyło na spotkanie z nim. Wiedział, że kimkolwiek jest ta osoba, bardzo pożałuje, że zakłóciła jego spokój.
  – Braciszku!  przywitał go dobrze znany głos. – Jak dobrze cię widzieć!
  – Co za niespodzianka!  dyrektor pokazał swoje snieżno-białe uzębienie.  Nieproszony gość stał się proszony.
  – A kogo się spodziewałeś?  Matthias uśmiechnął się.  Jakiejś porzuconej, zawiedzionej i zrozpaczonej lali, która liczyła na swoje własne długo i szczęśliwie, dopóki śmierć nas nie rozłączy?
  – Raczej zniecierpliwionego klienta, chociaż wszystko jest możliwe  Nikolas skrzywił się.
  – Co się dzieje?  gość od razu zauważył, że coś jest nie tak.
 Między braćmi zawsze układało się tak, jak w każdym rodzeństwie: trochę kłótni, bijatyk, sprzeczek i chociaż raz dziennie wypowiedziane zdanie Chcę być jedynakiem!... Jednak gdy oboje dorośli, zrozumieli, jak bardzo są sobie potrzebni. Zaczęli zwracać się do siebie z każdym problemem, pomysłem; razem śmiali się i razem cierpieli.
 Byli dwujajowymi bliźniakami i różnili się nie tylko wyglądem, ale także charakterem. Matthias był kilka minut starszy, ale wcale nie był bardziej rozgarnięty. Chodził na imprezy, zmieniał dziewczyny jak rękawiczki i dużo pił. Nikolas często bawił się z nim, jednak swoją odpowiedzialnością ogarniał całą sytuację, a jak mówił kocham, mówił szczerze. Dopiero pewne wydarzenia sprawiły, że mężczyzna stał się twardy jak głaz, a do swoich uczuć zaczął dopuszczać tylko brata.
  – Dobra, mam lepszy pomysł. Pójdziemy do naszego ulubionego pub'u, napijemy się Jack'a Daniels'a, wtedy możesz mówić.
 Mała Rose wysiadła z auta i pobiegła w kierunku domu. Dobrze wiedziała, że jest on zamknięty, ale zawsze chciała pierwsza dotknąć drzwi. Tym razem nie miała z kim się ścigać, ponieważ jej mama nie miała na to najmniejszej ochoty. Dziewczynka widziała, że coś gryzie jej rodzicielkę, ale nie wiedziała co. Postanowiła się jej o to zapytać.
  – Mamo, dlaczego ty jesteś taka smutna?
  – Wcale nie jestem smutna, kochanie - odpowiedziała szatynka.  To po prostu zmęczenie.
  – Jesteś smutna. I jesteś zła. Słyszałam jak krzyczałaś na May'ę, chociaż stałam daleko od niej 
blondynka nie dała się zwieść.
 Pomimo swojego młodego wieku była bardzo spostrzegawcza i inteligentna. Potrafiła odróżnić, kiedy jej mama nie ma siły, a kiedy ma zły dzień. Wiedziała, że tym razem coś się stało, ponieważ Evelyn nie potrafiła się skupić i ciągle nad czymś rozmyślała. Denerwowała się też szybko i nie miała na nic ochoty.
 Kiedy tylko dziewczynka weszła do środka, od razu wiedziała, co zrobić. Złapała domowy telefon i uciekła do siebie do pokoju, aby Ev nie zauważyła. Przytrzymała 2, dopóki nie pojawił się sygnał.
  – Tak, pani Moon? - kobiecy głos odezwał się w słuchawce.
  – Cześć Claudia. Moja mama pyta się, czy przyszłabyś do mnie za godzinę  kłamstwo gładko przeszło przez małe usta.
  – Właśnie wróciłam do domu, ale powiedz mamie, że przyjdę. Albo ja do niej zadzwonię  opiekunka wolała sprawdzić tą informację. Nie raz zdarzyło się, że Rose z nudów dzwoniła po nią, a potem okazywało się, że pani Evelyn nic o tym nie wie.
  – Mama się kąpie, bo wychodzi. Czekam na ciebie!  mała działała dalej.
 Pod 1 krył się numer mamy, pod 2 numer opiekunki, a pod 3 numer przyjaciółki mamy, Rose nie raz ułatwiało to życie.
  – Tak?  ze słuchawki wydobywał się dobrze znany głos.
  – Mama ma doła. Przyjedziesz?  pięciolatka dobrze ułożyła sobie plan.  Za godzinę będzie tu Claudia.
  – Co ona znowu wymyśliła? – starsza blondynka zmartwiła się.  No dobra, i tak chciałam z nią pogadać. Będę za niedługo.

   Co się dzieje?  Matthias nie czekał, aż jego brat upije się do końca.  Masz doła?
  – Chyba kanion. Znalazłem ją.
  – Jak to ją, kurwa, znalazłeś? - starszy z braci zamówił jeszcze jedną kolejkę.
  – Tak po prostu. Wyobraź sobie, że szukałem jej, kurwa, tyle czasu, a dzisiaj wchodzę w interesach do firmy projektującej wnętrza, a ona zbiera segregatory z podłogi i mówi mi, że mnie zaraz, kurwa, obsłuży - Nikolas ledwo panował nad sobą.
Oboje byli mocno pijani, ale nie na tyle, aby urwał im się film. Nikolas nie umiał poradzić sobie ze swoimi emocjami. Nie rozumiał tego wszystkiego, a jego brat go o nic nie pytał. Wiedział, że ten sam musi ogarnąć całą sytuację i wymyślić, co zrobić dalej.


   O! Cześć Claudia. Dobrze, że już jesteś – Mary ucieszyła się, że ta już przyszła.

  – Dzień dobry pani - opiekunka przywitała się.  Rose do mnie dzwoniła.
  – Dziwne, bo do mnie też  blondynka zastukała do drzwi.
 Gdy Evelyn otworzyła drzwi, na jej twarzy pojawiło się zdziwienie. Była strasznie rozbita i w ogóle nie spodziewała się gości. Po spojrzeniu na przybyszy od razu wiedziała, że to sprawka jej córki.
  – Rose!  zawołała ją.  Możesz przyjść na chwilę?
 Dziewczynka jednak nie miała najmniejszego zamiaru schodzić na dół. Wiedziała, że jej mama się zdenerwuje, ale jeszcze będzie jej w duchu dziękowała. Jak na pięciolatkę była naprawdę mądra, a jej pomysły były genialne. Może i były proste, ale wcielone w życie dawały pożądany efekt.
  – Nie wołaj dzieciaka, tylko chodź na imprezę!  Mary wiedziała, jak pocieszyć przyjaciółkę.
  – Nie mam ochoty  Ev pokręciła przecząco głową.
  – Claudia, idź do małej. Twoja szefowa chce się zabawić, tylko jeszcze o tym nie wie. A tak w ogóle, to jak egzaminy?
  – Tego materiału jest naprawdę ogrom, ale myślę, że dam radę  najmłodsza z kobiet uśmiechnęła się i udała się do dziecięcego pokoju.
  – Ja wcale dzisiaj nigdzie nie wychodzę  matka obróciwszy się na pięcie weszła do drugiego pomieszczenia.
  – Najwidoczniej twoja córka wie lepiej, co jest dla ciebie dobre  przyjaciółka oświadczyła.  Idziemy, idziemy, jak nie do klubu, to do zwykłego pubu.
 Ciemna blondynka dała za wygraną. Wiedziała, że z Mary się nie dyskutuje. Udała się do swojego pokoju i przebrała w coś lepszego, niż stary dres i wyciągnięty sweterek. Nie miała najmniejszej ochoty nigdzie wychodzić, ale postanowiła posłuchać się najbliższych. Zdawała sobie sprawę, że jak opowie o zdarzeniu, które miało miejsce zaledwie przez dwoma godzinami, od razu poczuje się lepiej.
 Evelyn poszła do pokoju małej, aby powiedzieć jej, że wychodzi.
  – Rose, idź spać o dwudziestej pierwszej, bo ja wrócę bardzo późno. Claudia, możesz zostać na noc?
  – Nawet dobrze się składa, bo moi rodzice pojechali do znajomych na dwa dni, a ja nie będę musiała siedzieć sama w domu. Oczywiście, że zostanę  siedemnastolatka uśmiechnęła się.
  – Oj dziecko, dziecko. Chyba będę musiała dać ci podwyżkę...
 Gdy kobiety weszły do pubu, nie zauważyły siedzących przy barze mężczyzn. Ludzi było sporo, ale znalazł się jeden wolny stolik. Od razu zajęły go, nie zważając na nic. Mary tylko położyła swoją torebkę i od razu poleciała do baru. Wróciła z butelką wódki i dwoma kieliszkami.
  – Polska, najlepsza - powiedziała jaśniejsza blondynka.  Znam się z barmanem, sprowadza takie i trzyma dla swoich ulubionych klientów - mrugnęła.
  – Chyba trzeba będzie zamówić taksówkę na powrót  westchnęła Ev.
  – Więc mów, co się stało!
  – Znalazł mnie...  po kilku kieliszkach wzięło jej się na wyznania.  Okazało się, że jest klientem naszej firmy. Przyszedł do mojego gabinetu, a ja nie wiedziałam, co zrobić... Byłam tak zaskoczona, że nie mogłam się ruszyć. Wiesz, co mi powiedział? Że jak ktokolwiek mógł mnie gdziekolwiek zatrudnić. Wyobrażasz to sobie? Dobrze wiedział, że to nie jest prawda, ale dalej musi rozpowiadać kłamstwa... Po tym wszystkim...
  – Co za dupek! Gdybym go dopadła, wydrapałabym mu oczy!  Starsza z kobiet zdenerwowała się i przewróciła butelkę z alkoholem.  Cholera. Muszę iść po nową.
 Gdy podchodziła do baru zauważyła przystojniaka siedzącego i pijącego samotnie. Lekko już jej szumiało w głowie, więc postanowiła, że go poderwie. Poprosiwszy o kolejną butelkę obróciła się w jego stronę.
  – Co taki przystojniak jak ty robi tutaj samotnie?  zapytała go.
  – Tak szczerze, to jestem z bratem, tylko on musiał do łazienki  kruczowłosy przyznał się.  A ty co tutaj robisz?
  – Przyszłam z koleżanką. Właśnie siedzimy, pijemy i użalamy się nad sobą  podniosła butelkę do góry.  Może się przyłączycie?
  – Idź po koleżankę i przyprowadź ją tutaj. Mojemu bratu przyda się nowa "dziewczyna"  mrugnął.
 Mary nie czekała długo. Zostawiła butelkę na barze i pobiegła po przyjaciółkę.
  – Nie uwierzysz! Dorwałam takiego przystojniaka, że w życiu nie będzie takiej okazji! A w dodatku jest z bratem...!  Mary cieszyła się jak dziecko.  Na pewno tobie też przyda się taka rozrywka.
Nie zważając na protesty, złapała w jedną rękę torebkę, a w drugą koleżankę i pociągnęła w kierunku, z którego dopiero przyszła.
 Evelyn miała mieszane uczucia, ale nie chciała robić przykrości przyjaciółce. Wiedziała, że tamta chce ją uszczęśliwić. Może nie koniecznie się jej to udawało, ale liczą się przecież chęci.
 Zdziwienie dwudziesto-ośmio latki było jeszcze większe, gdy zauważyła Nikolasa i jego brata.
  – Cholera  Mary właśnie zrozumiała, co zrobiła.

  – Tylko powiedz, że nie zrobiłaś tego specjalnie  Ev szepnęła.
  – Przysięgam!

  – Proszę, proszę, kogo ja tu widzę!  Nikolas zmrużył oczy.
  – Daruj sobie!  kobieta nie panowała nad sobą.  Po tym wszystkim, co zrobiłeś masz jeszcze czelność pozwalać sobie na takie uwagi?
  – Ty suko!  Niemiec nie wytrzymał.  Wypierdalaj stąd oraz z mojego życia i więcej się w nim nie pokazuj! Po co tu przylazłaś?
  – Ja? Nigdzie się nie wybieram. Myślisz, że odpuszczę sobie zabawę tylko dlatego, że jakiś dupek nie może oddychać ze mną jednym powietrzem? Brzydzę się tobą!  alkohol dał się we znaki.
  – Ty się mną brzydzisz? A nie brzydziłaś się, pierdoląc się ze mną dla pieniędzy?  powiedział na głos coś, czego bez alkoholu by nie wymówił.
  – Och, pieprz się Nikolas!
 Blondynka obróciła się na pięcie i wybiegła z pomieszczenia. Tego było dla niej za wiele. Nie zważała na to, że jej przyjaciółka została w środku zagadywana przez Matthiasa. Myślała tylko o tym, by uciec jak najdalej od całej sytuacji.
 Usłyszała, jak drzwi baru zamykają się, a następnie jak tajemnicze kroki zbliżają się w jej stronę. Nie miała ochoty z rozmawiać z przyjaciółką, a tym bardziej z nim. Schowała się więc za ścianą ciemnego zaułka mając nadzieję, że kimkolwiek była osoba idąca za nią, nie zauważyła tego. Oparła się plecami o ścianę i kucnęła zalewając się łzami.
 Gdy zauważyła mężczyznę stojącego przed nią, było już za późno.
  – Może pomóc?  miał gruby głos.
  – Nie dziękuję  Ev chciała tylko, aby przybysz sobie poszedł.
  – A może jednak?  facet wyciągnął do niej rękę.
  – Powiedziałam, że nie!  powiedziała trochę ostro.
 To jednak nic nie dało. Wielkolud szarpnął ją za ramię do góry, a następnie popchnął na ścianę. Jedna jego ręka od razu powędrowała do jej krocza, a druga kurczowo ściskała oba nadgarstki. Ustami ślinił jej szyję.
  – Pomocy!  zawołała, po czym dostała z kolana w brzuch i już nie była w stanie nic mówić.
 Nagle jednak oprawca zniknął, a ona osunęła się na ziemię. Miała tak załzawione oczy, że widziała tylko kontury tego, co działo się dookoła niej. Wydawało jej się, że ktoś kogoś bije, ale nie wiedziała kto i kogo.
 Kiedy w miarę się ogarnęła, zobaczyła, że jakaś postać się nad nią pochyla i wyciąga do niej rękę. Był to Nikolas. Kobieta jednak nadal była na niego wściekła i uważała, że całe zajście było przez niego. Nie namyślając się długo, uderzyła go w twarz. Ten tylko się zaśmiał.
  – Nadal liczę na współpracę z tobą. Czekam na potwierdzenie wyznaczonego terminu.
 Wziął ją na ręce i nie zważając na jej protesty wsadził do swojego samochodu.

sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 1

 Evelyn po raz kolejny z wielkim niesmakiem spojrzała na stertę papierów piętrzącą się na jej biurku. Nie miała żadnej ochoty grzebać się w nich, zwłaszcza po tak wspaniałym urlopie. Parę  dni na słonecznej plaży potrafiłoby zrobić z niejednego twardziela mięczaka, a zwłaszcza osobę tak przepracowaną jak ona. Jednak trzeba było wrócić do rzeczywistości - i do pracy.
 Sięgnęła po kilka katalogów z próbkami materiałów i wyszła ze swojego gabinetu. Niemal biegiem udała się do windy, nie chcąc się spóźnić na kolejne spotkanie. Nawet nie zdążyła spojrzeć na kalendarz, aby dokładnie sobie przypomnieć, kim miałby być jej kolejny zleceniodawca. Miała nadzieję, że ta drobna wpadka nie wyjdzie na jaw.
 Wysoki mężczyzna, ubrany w idealnie dopasowany garnitur, wszedł do szklanego biurowca i skierował się do sekretarki. Nie ukrywał swojego niezadowolenia faktem, iż to właśnie on musiał fatygować się taki kawał na to spotkanie. Zwykle to ludzie przychodzili do niego. W ten łatwy sposób mógł kontrolować przebieg całej rozmowy, czując się bezpieczniej na swoim terenie. Jednak tym razem nie udało mu się zaszyć we własnej jaskini - jak nazywał swój gabinet.
 Dostrzegł małą dziewczynkę siedząca na biurku i zawzięcie rozmawiającą z recepcjonistką.
 Pokręcił głową. Gdyby to on był właścicielem tego biurowca nigdy by nie pozwolił, aby pracownicy przyprowadzali swoje dzieci. To było miejsce pracy, a nie jakieś przedszkole.
 Podszedł do młodej blondynki z nadmiarem czerwonej szminki na ustach. Na jego twarzy zajaśniał uśmiech - jeden z wielu, które z czasem przywoływał na zawołanie.
- Pan Meyer! - zawołała rozradowana kobieta. - Miło pana znowu u nas widzieć.
 Przeniósł wzrok na dziecko, które delikatnie stukało nóżkami o kamienny mebel. Dziewczynka uśmiechnęła się do niego, a w jej szarych oczach dostrzegł znajomy błysk. Jednak nie mógł sobie przypomnieć dlaczego.
- Fran - zwróciła się do niej. - Czy to z nim mama jest umówiona?
- Rose! - krzyknęła oburzona kobieta, powstrzymując uśmiech. - Prosiłam, żebyś  nie zwracała się tak do obcych ludzi.
- Nudzi mi się! - jęknęła dziewczynka. - Chcę już jechać do domu.
- Najmocniej pana przepraszam - tym razem zwróciła się do bruneta, a na jej policzkach zawitał delikatny rumieniec. - Panna Johnson nie mogła się dzisiaj z panem spotkać, jednak obiecała oddać pana w dobre ręce.
- Czyli do mojej mamy! - Wtrąciła się dziewczynka.
- Możemy umówić się na inny termin jeśli to jakiś problem - odparł mężczyzna. - Następnym razem prosiłbym jednak o poinformowanie mojej asystentki w takich sprawach. Rozumie pani, że nie mogę zbytnio tracić czasu na takie pomyłki.
- Ale moja mama jest super! Sama urządziła mi pokój! - dziewczynka ponownie się wtrąciła.
 Brunet spojrzał na nią, jednak nie potrafił się gniewać. Nie na tak słodkie dziecko, które aż pałało energią.
- Dobrze, Rose. Zaraz ktoś zabierze cię na spacer - westchnęła sekretarka. - To spotkanie to czyste formalności. Projektant będzie musiał przeprowadzić podstawowy wywiad. Pana oczekiwania, zainteresowania, wizja mieszkania. Zbierze parę informacji potrzebnych do zaczęcia projektu. Jeśli będzie pan chciał dalszą pracę kontynuować z panią Johnson, na następnym spotkaniu byłyby już przygotowane jakieś szkice. W ten sposób pracę pójdą szybciej.
 Przez chwilę rozważał jej słowa. Miała rację. Nie był pewien czy dałby radę w tym tygodniu umówić się na kolejne spotkanie. Pewnie i za dwa tygodnie nie miałby czasu, a chciał jak najszybciej wprowadzić się do nowego penthouse.
- Proooszę... - jęknęła dziewczynka tak słodkim głosem, że nie mógł odmówić, co było dla niego nowością. To dziecko kogoś mu przypomniało, jednak nie wiedział kogo.
- No dobrze - zgodził się.
 Dziecko klasnęło w dłonie, a blondynka roześmiała się.
- Rose, zaprowadzisz pana na górę?
 Dziewczynka uśmiechnęła się i zeskoczyła z biurka. Bez żadnego skrępowania złapała bruneta za rękę, po czym zacisnęła swoje drobną dłoń na jego palcu i pociągnęła w stronę windy. Mężczyzna był zbyt oszołomiony jej śmiałością - za co obwiniał złe wychowanie matki. Czy było to dla niej normalne, iż takie dziecko bez problemu zagaduje zupełnie obcą osobę? A jeśliby na jego miejscu był ktoś inny? Ktoś, kto chciałby skrzywdzić to bezbronne dziecko? Jak wtedy zareagowałaby jej matka, skoro wcześniej nic nie zrobiła?
 Weszli do windy, a dziewczynka skacząc, próbowała dosięgnąć najwyższego przycisku, jednak przy jej wzroście było to niemożliwe, więc po chwili poczuła parę dłoni, które podniosły ją, umożliwiając naciśnięcie guzika.
- Jejku! - pisnęła. - Ale ty jesteś wysoki!
- A ty bardzo gadatliwa - mruknął w odpowiedzi.
- A czy ciastka też dosięgniesz? Takie, które są na lodówce? - odpowiedział uśmiechem. - A czy dosięgniesz kakao?
- Czy możemy porozmawiać o czymś innym? Mogłabyś mi powiedzieć coś o twojej mamie, skoro przez ciebie będę z nią pracował - próbował zmienić temat.
- A gdybym postawiła te ciastka na szafie, dosięgnąłbyś ich?
- Tak, ale...
- To samo z kakaem też byś zrobił? - przerwała mu. - Chyba, że położyłabym je na naprawdę wielkiej szafie. Też dałbyś radę?
 Brunet spojrzał na nią marszcząc brwi. Dziewczynka wydawała się być bardzo zaintrygowana jego zdolnościami - chociaż tylko ona uważała, że wysoki wzrost to dar.
- A jak niby dałabyś radę to wszystko tam położyć? - zapytał.
 Rose zastanowiła się przez chwilę, marszcząc przy tym nosek, po czym powiedziała:
- Fakt. Nie dałabym radę. Ale ty tak!
 Drzwi windy otworzyły się, a dziecko ponownie chwyciło jego palec i zaprowadziło go wzdłuż szerokiego korytarza.
 - Cześć, Maya! - pomachała sekretarce i otworzyła wielkie, ciemnobrązowe drzwi prowadzące do czyjegoś gabinetu.
- Mamo! - zawołała. - Zobacz kogo znalazłam! Powiedział, że umie ściągnąć ciastka z lodówki. Może zostać u nas na dłużej?
 Mężczyzna w pierwszej kolejności nie mógł znaleźć odpowiednich słów, co przy tym dziecku często mu się zdarzało. Próbując ukryć swoje zmieszanie postanowił rozejrzeć się po gabinecie, aby nieco dowiedzieć się o osobie, z którą miał współpracować. Wszędzie panował ład i porządek. Pomieszczenie było wielkie, z pięknym widokiem zza okna, które zajmowało całą ścianę. Widać z niego było centrum miasta, które w ostatnim czasie bardzo polubił. Ściany były w pastelowych barwach, co bardzo odzwierciedlało właściciela. Już z góry założył, że jest ona pogodną i pełną energii, tak jak jej córka, kobietą.
- Kochanie, prosiłam cię, żebyś mi nie przeszkadzała - do jego uszów dobiegł piękny, kobiecy głos z lekkim, wschodnioeuropejskim akcentem.
Cholera, znał ją!
- Za jakąś godzinę pojedziemy do domu. Mam jeszcze jedno spotkanie i zgubiłam segregator! - tym razem dostrzegł, jak ktoś poruszał się za biurkiem.
- Ten czerwony ma Maya - powiedziała dziewczynka. - A on mówi, że jest z tobą umówiony. - Wyszła z sali zostawiając ich samych. Mężczyzna nie wiedział co miałby zrobić. Zostać i zmierzyć się z tym co miało nadejść, czy po prostu uciec?
 Do diabła! Musiał w końcu zamknąć ten krótki epizod w jego życiu, skoro zamierzał rozpocząć inne!
 Dostrzegł burze kasztanowych włosów wyłaniających się zza mebla. Na jego skórze pojawiły się drobinki potu. Był zdenerwowany. I chyba pierwszy raz ktoś bez problemu mógłby wyczytać z niego emocje. Zwykle uważali go za bezdusznego i bezwzględnego drania, który miał nosa do interesów.
- Przepraszam pana za córkę - powiedziała kobieta, powoli wychodząc zza biurka. - Jest bardzo... - zaniemówiła na jego widok.
 Kilka teczek wysunęło się z jej dłoni i z wielkim hukiem spadło na podłogę.
- Nikolas - powiedziała głosem przepełnionym bólem.
 Jego serce aż zakuło go w piersi. Nie wiedział dlaczego wciąż tak reagował na nią, chociaż minęło już tyle lat. Tak naprawdę to on był tutaj jedyną ofiarą. To właśnie on został tak brutalnie skrzywdzony i potrzebował dużo czasu, aby naprawić szkody, jakie ona mu wyrządziła.
 A teraz była tu. Stała kilka kroków przed nim. Oprócz kilku lat, jakie jej przybyło, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. Pamiętał jej delikatną, porcelanową twarz i te piękne kasztanowe włosy. Wyraźne kości policzkowe i wiśniowe usta, które miękły pod wpływem jego pocałunków. I to boskie ciało, które znał w najmniejszym kawałku. Miała na sobie wąską, czarną sukienkę, która opinała jej ciało, eksponując wszystkie kobiece kształty. Zmarszczył czoło.
 Przystąpiła z nogi na nogę, oczekując jakiegoś kroku z jego strony. Jednak ten wciąż stał, a w jego oczach dostrzegła zaskoczenie. No cóż, ona również była zaskoczona tym spotkaniem. Ale nie miała żadnej możliwości ucieczki, więc była skazana na jego towarzystwo. I nie mogła odwrócić od niego wzroku. Nie, gdy on tak pożerał ją zielonym spojrzeniem. 
 Jedną rękę miał schowaną w kieszeni. Stał swobodnie, a zarazem seksownie. Jego brązowe włosy ułożony były w nieładzie, a na twarzy błąkał się nieśmiały uśmiech. Evelyn powstrzymała się przed przygryzieniem wargi. Wciąż nie mogła oprzeć się temu mężczyźnie, chociaż tak bardzo ją skrzywdził...
- Evelyn - odezwał się swoim głębokim głosem, od którego przez jej ciało przebiegł dreszcz.
- Co ty tutaj robisz? - Zapytała, powoli odzyskując władzę nad własnym ciałem.
 Ten uśmiechnął się, co wywołało u niej kolejną falę dreszczy.
- Prawdopodobnie byłem umówiony z Mary na spotkanie, ale twoja córka namówiła mnie, żebym współpracował z tobą.

- Dziwie się, że dostałaś pracę w takim miejscu. Po tym wszystkim co się stało - powiedział z dumą w głosie.
 Jeśli Evelyn wcześniej nie kipiała ze złości, to teraz osiągnęła już maksymalną skalę. Szczególnie, gdy jego słowa tak bardzo ją raniły.
- Niektórzy wiedzą, że twoje oskarżenia były bezpodstawne - syknęła przez zaciśnięte zęby.
- Miałem dowody, Ev. Więc nawet twoja wymyślona historyjka nic by nie wyjaśniła. Oszukałaś mnie i okradłaś. Myślę, że twoja szefowa z przyjemnością posłucha, co mam do powiedzenia na twój temat.
 Evelyn sięgnęła po telefon, po czym wystukała numer Berna - tutejszego ochroniarza.
- Co robisz? - zainteresował się mężczyzna.
- Proszę przysłać ochronę do mojego gabinetu - powiedziała do słuchawki, zbywając jego pytanie. Nikolas prychnął.
- I tak właśnie traktujesz swoich klientów? - zakpił. - Jeśli tak dalej pójdzie zbankrutujecie - po tych słowach opuścił jej gabinet.
 Nie mógł uwierzyć własnym oczom, że po tylu latach, poszukiwaniach od tak ją znalazł. I to przypadkowo. Chociaż pragnął wyjaśnić z nią wiele spraw i zadać kilka pytań, nie miał odwagi tego zrobić. Jej widok zaparł mu dech w piersi. Rzeczywistość uciekła, zatracając go we wspomnieniach. Nigdy nie zapomniał tego dnia, w którym się rozstali. Ale nawet po tylu latach ona wciąż twierdziła, że jest niewinna, chociaż miał dowody. To tak, jakby zaprzeczała, iż niebo nie jest niebieskie. Jego niebem były papiery, które utwierdziły wcześniejsze przypuszczenia. Jednak miłość potrafiła zmieniać człowieka. Przyćmiewała racjonalne myślenie, nie dopuszczając prawdy do głosu. Właśnie tak było w jego przypadku. Oszukiwał siebie i swoich bliskich, pragnąc jedynie być z nią. W końcu i on nie potrafił wytrzymać w tak chorym związku.
 Został sam. Z czasem udało mu się przybrać niewzruszoną maskę, udając kogoś innego, niż był w rzeczywistości. Tak było łatwiej pogodzić się ze stratą. Całe jego życie było jedną, wielką grą, a jako zawodnik, mógł odegrać dowolną rolę, jaka przypadła mu do gustu. W tym przypadku pragnął jedynie nie doświadczyć więcej takiego bólu.
 Patrząc na jej cierpienie, coś zakuło w jego piersi. Czyżby aż tak zabolały ją jego słowa? Chociaż wiedział, iż prawda boli najbardziej, nie dopuszczał do siebie, że to właśnie on jest powodem jej bólu.
 Już raz został zepchnięty na dół, gdy jego życie rozsypało się na drobne kawałki. Miesiącami zbierał jego części, aby teraz znowu je zniszczyć?
 Został sam, a jego kolorowe życie już na zawsze wyblakło.
 Z podwyższoną głową kierował się ku wyjściu. Nie miał ochoty wdawać się w zbędne dyskusje z kimkolwiek. Szczególnie z małą dziewczynką, która energicznie machała do niego ręką. Jak wszystko w swoim życiu - po prostu olał to. 
 Przy poboczu stała biała Kia Sportage, do której wsiadł i nakazał kierowcy pojechania do jednego z jego hoteli. Ostatni raz spojrzał na szklany biurowiec, z którego właśnie wyszedł.
 Prychnął pod nosem, ponownie analizując przebieg tej niekomfortowej rozmowy. Jeśli myślała, że teraz ot tak się go pozbędzie, nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo się myliła. 

niedziela, 14 grudnia 2014

O blogu...

 Życie nigdy nie było proste...
 Szczególnie dla Evelyn Moon, która już w młodym wieku doświadczyła jego uroku.
 Po zerwaniu zaręczyn przez jej ukochanego i niesłusznych oskarżeniach, postanawia zniknąć. Zacząć nowe życie z innym mężczyzną, jednocześnie zapominając o przeszłości. Jednak czy można pokochać kogoś innego, gdy wciąż kocha się swoją pierwszą miłość? Szczególnie, gdy błędy sprzed kilku lat wciąż ją nawiedzają.
 Nikolas Meyer zawsze dostawał to co chciał. Jednak w końcu i jemu ktoś musiał się sprzeciwić. Obsesyjnie kontroluje wszystko co jest możliwe, próbując powrócić do ładu, który ktoś kiedyś zniszczył.
 Przypadkowo spotyka na swojej drodze kobietę, która ponownie wywraca jego świat do góry nogami. Z czasem uświadamia sobie, że wciąż coś do niej czuje. Ale czy i ona odwzajemnia jego uczucia?
Mrs Black bajkowe-szablony