sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział 1

 Evelyn po raz kolejny z wielkim niesmakiem spojrzała na stertę papierów piętrzącą się na jej biurku. Nie miała żadnej ochoty grzebać się w nich, zwłaszcza po tak wspaniałym urlopie. Parę  dni na słonecznej plaży potrafiłoby zrobić z niejednego twardziela mięczaka, a zwłaszcza osobę tak przepracowaną jak ona. Jednak trzeba było wrócić do rzeczywistości - i do pracy.
 Sięgnęła po kilka katalogów z próbkami materiałów i wyszła ze swojego gabinetu. Niemal biegiem udała się do windy, nie chcąc się spóźnić na kolejne spotkanie. Nawet nie zdążyła spojrzeć na kalendarz, aby dokładnie sobie przypomnieć, kim miałby być jej kolejny zleceniodawca. Miała nadzieję, że ta drobna wpadka nie wyjdzie na jaw.
 Wysoki mężczyzna, ubrany w idealnie dopasowany garnitur, wszedł do szklanego biurowca i skierował się do sekretarki. Nie ukrywał swojego niezadowolenia faktem, iż to właśnie on musiał fatygować się taki kawał na to spotkanie. Zwykle to ludzie przychodzili do niego. W ten łatwy sposób mógł kontrolować przebieg całej rozmowy, czując się bezpieczniej na swoim terenie. Jednak tym razem nie udało mu się zaszyć we własnej jaskini - jak nazywał swój gabinet.
 Dostrzegł małą dziewczynkę siedząca na biurku i zawzięcie rozmawiającą z recepcjonistką.
 Pokręcił głową. Gdyby to on był właścicielem tego biurowca nigdy by nie pozwolił, aby pracownicy przyprowadzali swoje dzieci. To było miejsce pracy, a nie jakieś przedszkole.
 Podszedł do młodej blondynki z nadmiarem czerwonej szminki na ustach. Na jego twarzy zajaśniał uśmiech - jeden z wielu, które z czasem przywoływał na zawołanie.
- Pan Meyer! - zawołała rozradowana kobieta. - Miło pana znowu u nas widzieć.
 Przeniósł wzrok na dziecko, które delikatnie stukało nóżkami o kamienny mebel. Dziewczynka uśmiechnęła się do niego, a w jej szarych oczach dostrzegł znajomy błysk. Jednak nie mógł sobie przypomnieć dlaczego.
- Fran - zwróciła się do niej. - Czy to z nim mama jest umówiona?
- Rose! - krzyknęła oburzona kobieta, powstrzymując uśmiech. - Prosiłam, żebyś  nie zwracała się tak do obcych ludzi.
- Nudzi mi się! - jęknęła dziewczynka. - Chcę już jechać do domu.
- Najmocniej pana przepraszam - tym razem zwróciła się do bruneta, a na jej policzkach zawitał delikatny rumieniec. - Panna Johnson nie mogła się dzisiaj z panem spotkać, jednak obiecała oddać pana w dobre ręce.
- Czyli do mojej mamy! - Wtrąciła się dziewczynka.
- Możemy umówić się na inny termin jeśli to jakiś problem - odparł mężczyzna. - Następnym razem prosiłbym jednak o poinformowanie mojej asystentki w takich sprawach. Rozumie pani, że nie mogę zbytnio tracić czasu na takie pomyłki.
- Ale moja mama jest super! Sama urządziła mi pokój! - dziewczynka ponownie się wtrąciła.
 Brunet spojrzał na nią, jednak nie potrafił się gniewać. Nie na tak słodkie dziecko, które aż pałało energią.
- Dobrze, Rose. Zaraz ktoś zabierze cię na spacer - westchnęła sekretarka. - To spotkanie to czyste formalności. Projektant będzie musiał przeprowadzić podstawowy wywiad. Pana oczekiwania, zainteresowania, wizja mieszkania. Zbierze parę informacji potrzebnych do zaczęcia projektu. Jeśli będzie pan chciał dalszą pracę kontynuować z panią Johnson, na następnym spotkaniu byłyby już przygotowane jakieś szkice. W ten sposób pracę pójdą szybciej.
 Przez chwilę rozważał jej słowa. Miała rację. Nie był pewien czy dałby radę w tym tygodniu umówić się na kolejne spotkanie. Pewnie i za dwa tygodnie nie miałby czasu, a chciał jak najszybciej wprowadzić się do nowego penthouse.
- Proooszę... - jęknęła dziewczynka tak słodkim głosem, że nie mógł odmówić, co było dla niego nowością. To dziecko kogoś mu przypomniało, jednak nie wiedział kogo.
- No dobrze - zgodził się.
 Dziecko klasnęło w dłonie, a blondynka roześmiała się.
- Rose, zaprowadzisz pana na górę?
 Dziewczynka uśmiechnęła się i zeskoczyła z biurka. Bez żadnego skrępowania złapała bruneta za rękę, po czym zacisnęła swoje drobną dłoń na jego palcu i pociągnęła w stronę windy. Mężczyzna był zbyt oszołomiony jej śmiałością - za co obwiniał złe wychowanie matki. Czy było to dla niej normalne, iż takie dziecko bez problemu zagaduje zupełnie obcą osobę? A jeśliby na jego miejscu był ktoś inny? Ktoś, kto chciałby skrzywdzić to bezbronne dziecko? Jak wtedy zareagowałaby jej matka, skoro wcześniej nic nie zrobiła?
 Weszli do windy, a dziewczynka skacząc, próbowała dosięgnąć najwyższego przycisku, jednak przy jej wzroście było to niemożliwe, więc po chwili poczuła parę dłoni, które podniosły ją, umożliwiając naciśnięcie guzika.
- Jejku! - pisnęła. - Ale ty jesteś wysoki!
- A ty bardzo gadatliwa - mruknął w odpowiedzi.
- A czy ciastka też dosięgniesz? Takie, które są na lodówce? - odpowiedział uśmiechem. - A czy dosięgniesz kakao?
- Czy możemy porozmawiać o czymś innym? Mogłabyś mi powiedzieć coś o twojej mamie, skoro przez ciebie będę z nią pracował - próbował zmienić temat.
- A gdybym postawiła te ciastka na szafie, dosięgnąłbyś ich?
- Tak, ale...
- To samo z kakaem też byś zrobił? - przerwała mu. - Chyba, że położyłabym je na naprawdę wielkiej szafie. Też dałbyś radę?
 Brunet spojrzał na nią marszcząc brwi. Dziewczynka wydawała się być bardzo zaintrygowana jego zdolnościami - chociaż tylko ona uważała, że wysoki wzrost to dar.
- A jak niby dałabyś radę to wszystko tam położyć? - zapytał.
 Rose zastanowiła się przez chwilę, marszcząc przy tym nosek, po czym powiedziała:
- Fakt. Nie dałabym radę. Ale ty tak!
 Drzwi windy otworzyły się, a dziecko ponownie chwyciło jego palec i zaprowadziło go wzdłuż szerokiego korytarza.
 - Cześć, Maya! - pomachała sekretarce i otworzyła wielkie, ciemnobrązowe drzwi prowadzące do czyjegoś gabinetu.
- Mamo! - zawołała. - Zobacz kogo znalazłam! Powiedział, że umie ściągnąć ciastka z lodówki. Może zostać u nas na dłużej?
 Mężczyzna w pierwszej kolejności nie mógł znaleźć odpowiednich słów, co przy tym dziecku często mu się zdarzało. Próbując ukryć swoje zmieszanie postanowił rozejrzeć się po gabinecie, aby nieco dowiedzieć się o osobie, z którą miał współpracować. Wszędzie panował ład i porządek. Pomieszczenie było wielkie, z pięknym widokiem zza okna, które zajmowało całą ścianę. Widać z niego było centrum miasta, które w ostatnim czasie bardzo polubił. Ściany były w pastelowych barwach, co bardzo odzwierciedlało właściciela. Już z góry założył, że jest ona pogodną i pełną energii, tak jak jej córka, kobietą.
- Kochanie, prosiłam cię, żebyś mi nie przeszkadzała - do jego uszów dobiegł piękny, kobiecy głos z lekkim, wschodnioeuropejskim akcentem.
Cholera, znał ją!
- Za jakąś godzinę pojedziemy do domu. Mam jeszcze jedno spotkanie i zgubiłam segregator! - tym razem dostrzegł, jak ktoś poruszał się za biurkiem.
- Ten czerwony ma Maya - powiedziała dziewczynka. - A on mówi, że jest z tobą umówiony. - Wyszła z sali zostawiając ich samych. Mężczyzna nie wiedział co miałby zrobić. Zostać i zmierzyć się z tym co miało nadejść, czy po prostu uciec?
 Do diabła! Musiał w końcu zamknąć ten krótki epizod w jego życiu, skoro zamierzał rozpocząć inne!
 Dostrzegł burze kasztanowych włosów wyłaniających się zza mebla. Na jego skórze pojawiły się drobinki potu. Był zdenerwowany. I chyba pierwszy raz ktoś bez problemu mógłby wyczytać z niego emocje. Zwykle uważali go za bezdusznego i bezwzględnego drania, który miał nosa do interesów.
- Przepraszam pana za córkę - powiedziała kobieta, powoli wychodząc zza biurka. - Jest bardzo... - zaniemówiła na jego widok.
 Kilka teczek wysunęło się z jej dłoni i z wielkim hukiem spadło na podłogę.
- Nikolas - powiedziała głosem przepełnionym bólem.
 Jego serce aż zakuło go w piersi. Nie wiedział dlaczego wciąż tak reagował na nią, chociaż minęło już tyle lat. Tak naprawdę to on był tutaj jedyną ofiarą. To właśnie on został tak brutalnie skrzywdzony i potrzebował dużo czasu, aby naprawić szkody, jakie ona mu wyrządziła.
 A teraz była tu. Stała kilka kroków przed nim. Oprócz kilku lat, jakie jej przybyło, praktycznie w ogóle się nie zmieniła. Pamiętał jej delikatną, porcelanową twarz i te piękne kasztanowe włosy. Wyraźne kości policzkowe i wiśniowe usta, które miękły pod wpływem jego pocałunków. I to boskie ciało, które znał w najmniejszym kawałku. Miała na sobie wąską, czarną sukienkę, która opinała jej ciało, eksponując wszystkie kobiece kształty. Zmarszczył czoło.
 Przystąpiła z nogi na nogę, oczekując jakiegoś kroku z jego strony. Jednak ten wciąż stał, a w jego oczach dostrzegła zaskoczenie. No cóż, ona również była zaskoczona tym spotkaniem. Ale nie miała żadnej możliwości ucieczki, więc była skazana na jego towarzystwo. I nie mogła odwrócić od niego wzroku. Nie, gdy on tak pożerał ją zielonym spojrzeniem. 
 Jedną rękę miał schowaną w kieszeni. Stał swobodnie, a zarazem seksownie. Jego brązowe włosy ułożony były w nieładzie, a na twarzy błąkał się nieśmiały uśmiech. Evelyn powstrzymała się przed przygryzieniem wargi. Wciąż nie mogła oprzeć się temu mężczyźnie, chociaż tak bardzo ją skrzywdził...
- Evelyn - odezwał się swoim głębokim głosem, od którego przez jej ciało przebiegł dreszcz.
- Co ty tutaj robisz? - Zapytała, powoli odzyskując władzę nad własnym ciałem.
 Ten uśmiechnął się, co wywołało u niej kolejną falę dreszczy.
- Prawdopodobnie byłem umówiony z Mary na spotkanie, ale twoja córka namówiła mnie, żebym współpracował z tobą.

- Dziwie się, że dostałaś pracę w takim miejscu. Po tym wszystkim co się stało - powiedział z dumą w głosie.
 Jeśli Evelyn wcześniej nie kipiała ze złości, to teraz osiągnęła już maksymalną skalę. Szczególnie, gdy jego słowa tak bardzo ją raniły.
- Niektórzy wiedzą, że twoje oskarżenia były bezpodstawne - syknęła przez zaciśnięte zęby.
- Miałem dowody, Ev. Więc nawet twoja wymyślona historyjka nic by nie wyjaśniła. Oszukałaś mnie i okradłaś. Myślę, że twoja szefowa z przyjemnością posłucha, co mam do powiedzenia na twój temat.
 Evelyn sięgnęła po telefon, po czym wystukała numer Berna - tutejszego ochroniarza.
- Co robisz? - zainteresował się mężczyzna.
- Proszę przysłać ochronę do mojego gabinetu - powiedziała do słuchawki, zbywając jego pytanie. Nikolas prychnął.
- I tak właśnie traktujesz swoich klientów? - zakpił. - Jeśli tak dalej pójdzie zbankrutujecie - po tych słowach opuścił jej gabinet.
 Nie mógł uwierzyć własnym oczom, że po tylu latach, poszukiwaniach od tak ją znalazł. I to przypadkowo. Chociaż pragnął wyjaśnić z nią wiele spraw i zadać kilka pytań, nie miał odwagi tego zrobić. Jej widok zaparł mu dech w piersi. Rzeczywistość uciekła, zatracając go we wspomnieniach. Nigdy nie zapomniał tego dnia, w którym się rozstali. Ale nawet po tylu latach ona wciąż twierdziła, że jest niewinna, chociaż miał dowody. To tak, jakby zaprzeczała, iż niebo nie jest niebieskie. Jego niebem były papiery, które utwierdziły wcześniejsze przypuszczenia. Jednak miłość potrafiła zmieniać człowieka. Przyćmiewała racjonalne myślenie, nie dopuszczając prawdy do głosu. Właśnie tak było w jego przypadku. Oszukiwał siebie i swoich bliskich, pragnąc jedynie być z nią. W końcu i on nie potrafił wytrzymać w tak chorym związku.
 Został sam. Z czasem udało mu się przybrać niewzruszoną maskę, udając kogoś innego, niż był w rzeczywistości. Tak było łatwiej pogodzić się ze stratą. Całe jego życie było jedną, wielką grą, a jako zawodnik, mógł odegrać dowolną rolę, jaka przypadła mu do gustu. W tym przypadku pragnął jedynie nie doświadczyć więcej takiego bólu.
 Patrząc na jej cierpienie, coś zakuło w jego piersi. Czyżby aż tak zabolały ją jego słowa? Chociaż wiedział, iż prawda boli najbardziej, nie dopuszczał do siebie, że to właśnie on jest powodem jej bólu.
 Już raz został zepchnięty na dół, gdy jego życie rozsypało się na drobne kawałki. Miesiącami zbierał jego części, aby teraz znowu je zniszczyć?
 Został sam, a jego kolorowe życie już na zawsze wyblakło.
 Z podwyższoną głową kierował się ku wyjściu. Nie miał ochoty wdawać się w zbędne dyskusje z kimkolwiek. Szczególnie z małą dziewczynką, która energicznie machała do niego ręką. Jak wszystko w swoim życiu - po prostu olał to. 
 Przy poboczu stała biała Kia Sportage, do której wsiadł i nakazał kierowcy pojechania do jednego z jego hoteli. Ostatni raz spojrzał na szklany biurowiec, z którego właśnie wyszedł.
 Prychnął pod nosem, ponownie analizując przebieg tej niekomfortowej rozmowy. Jeśli myślała, że teraz ot tak się go pozbędzie, nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo się myliła. 

niedziela, 14 grudnia 2014

O blogu...

 Życie nigdy nie było proste...
 Szczególnie dla Evelyn Moon, która już w młodym wieku doświadczyła jego uroku.
 Po zerwaniu zaręczyn przez jej ukochanego i niesłusznych oskarżeniach, postanawia zniknąć. Zacząć nowe życie z innym mężczyzną, jednocześnie zapominając o przeszłości. Jednak czy można pokochać kogoś innego, gdy wciąż kocha się swoją pierwszą miłość? Szczególnie, gdy błędy sprzed kilku lat wciąż ją nawiedzają.
 Nikolas Meyer zawsze dostawał to co chciał. Jednak w końcu i jemu ktoś musiał się sprzeciwić. Obsesyjnie kontroluje wszystko co jest możliwe, próbując powrócić do ładu, który ktoś kiedyś zniszczył.
 Przypadkowo spotyka na swojej drodze kobietę, która ponownie wywraca jego świat do góry nogami. Z czasem uświadamia sobie, że wciąż coś do niej czuje. Ale czy i ona odwzajemnia jego uczucia?
Mrs Black bajkowe-szablony